
BAJO DŽAKOVIĆ
ZAMIAST WPROWADZENIA
BEZ ROZKŁADU JAZDY
Z zewsząd nadchodzą wiersze
Skądś z daleka
Jak pociągi które uległy zapomnieniu
Jak błyskawice z góry
Oko nie może ujrzeć ich tropów
Nie mogą ich zatrzymać kajdany
Gdy bez jakiegokolwiek rozkładu jazdy
Podróżują gdzieś wierszowane sny
SENNOKIERUNKOWA
Poranek oddzwania
świeżością nieznaną
Przebieram w kieszeniach
drobne na gazety
i wpatruję się w Słońce
Istnieje wiele dróg
między dwoma wybrzeżami
Jeżdżę sennokierunkową
przez Ziemię i Niebo
Podczas gdy słońce pieści
kroki i ścieżki
OGIEŃ
Powracam w jej objęcia
włosów
i snów
Wołają mnie jej biodra
dusza
i namiętność
Do Niej
zanosi mnie
ogień
ILUZJA, LOT
Z „Dzikich Jagód” przez wódkę
wracam do snu
Bezpośrednio ze snu
jadę do poranka
W Poranku żyją:
Kiosk „Politiki”
Miasto w zieleni
Redakcja
Pełno kobiet i mężczyzn
Centrum kulturalne
Banki i bankomaty
Niektóre fabryki
Aleje
Słońce
Niebo
Granatowy „Best”
„Novosti”
„Kurir”
...
Mój przyjaciel Akryl
(który pochodzi z poranka
być może już od dawna)
mówi że to wszystko jest Iluzją
rzekomo lub Snem
a mój były profesor literatury
(który jest datowany
od samego rana)
napisał powieść „Iluzja”
...
I gdy ja myślę że myślę
do mieszkania wchodzi Najpiękniejsza
od drzwi mnie pyta
dlaczego wczoraj nie zadzwoniłem
i gdzie byłem przez cały dzień
W tej chwili
znika Iluzja
i ja
razem z nią
lecę do nieba
które mieszka w nas
OKNO/WIDOK
Kot „Szary”
Wiersze /pisma
Zdjęcia brata
Wódka /Herbata
Kwitnąca lipa
Stary dom
Pożółkła droga
Brunetka
Mieszkanie najpiękniejsze
Błękitny blok
Biały gołąb
Błękitne niebo
Może ja
Brązowe oko
NAJPIĘKNIEJSZA (PRZY) SĄDZONA MI
Najpiękniejsza
(przy)sądzona mi
gdzieś w kosmosie przez Anioła
i Niebiańskich sędziów
Błękitne niebo
i miłosierdzie Boże
najpiękniejsza
(przy) sądzona mi
pewnej nocy w kawiarni
co powstaje z poranka
w domu mojej matki
przy koniaku i ogniu
który płonie w oczach
Najpiękniejsza
(przy)sądzona mi
w moim sercu
kapryśnej myśli
gdzieś tam
od urodzenia
a może i wcześniej
(Wielkiego Wybuchu)
Najpiękniejsza (przy)sądzona mi
od kiedy
siła żywiołu
ciągnie mnie do Jej bioder
Najpiękniejsza
(przy)sądzona mi
na tych samych preferencjach
pożarach
i niebopływaniu
MIŁOSNY
Stanęło mi niebo przed oczami
od kiedy pamiętam
Kobieto imię twe na moich wargach
od kiedy cię kocham
KLOCKI
Zbieram swoje klocki
żeby mi się
nie rozsypała mozaika
Układam swoje obrazki
jakoś Po mojemu
„Szarik” budzi mnie rano
i ja go karmię granulkami
Potem podnoszę ciężary
i idę do redakcji
Tam robię
to co muszę zrobić
a często robię
i to
czego robić nie muszę
Kontaktuję się z „Najpiękniejszą”
gdy popijam kawę
Odwiedzam „Dziką Jagodę”
i rozmawiam z ludźmi
Po południu spotykam się
z Najpiękniejszą
Rozmawiamy marzymy
Kochamy się
Idę
tu i tam
Czasem
coś zanotuję
A czasem
się napiję
Przeważnie tak
I w kółko
Zbieram swoje klocki
żeby mi się
mozaika nie rozsypała
Układam swoje obrazki
Jakoś Po mojemu
PRZYJACIEL PRZYNIÓSŁ WIERSZE
Przyjaciel mieszka w Kanadzie
przyniósł uśmiech
duszę
i spokój
Bajeczne opowieści o Indianach
dużo ognia
i bezmiar miłości
wymieszanej z
winiakiem i coca-colą
W ten sposób wiersze
(przy pomocy Winnetou)
ponownie
powróciły do mojej krwi
POECI NIOSĄ SŁOŃCE
W „Słońcu” siedzą poeci
popijają rakiję i zwykłą
i przekąszają wierszami i gazetami
Z ich snów
nagle wyjęto
i położono na stole
jeszcze nie opublikowane książki
kawiarnia reinkarnuje się
w Teatr poezji
Błogość spokoju i humor
płyną w dół „Słońca”
Kiedy poeci do kawiarni
w snach przynoszą Słońce
URODZINY
Obudziłem się
ze snem
w oczach
Przyjemność snu
rozlewała się
w dół duszy
Jakby matka
znów była
obok mnie
Wtedy sobie przypomniałem
że dziś są jej
urodziny
P.S.
Jestem w cerkwi
przez płomyk świecy
ujrzałem Kobiecą postać
WSPOMNIENIE NA URODZINY
Przyszła
na urodziny
mojej matki
Przy koniaku
i uśmiechu
ruszyliśmy
ognistą drogą
Nagle
moja ręka
znalazła się
na Jej biodrach
Ona mnie chłonęła
wszystkimi porami
Tak powstała Najpiękniejsza
(istniała i przed Trzaskiem)
A CO INNEGO ?
Znowu
Znowu wiersze
A co
innego?
Nie jestem
Mierniczym światłości
ani
zdecydowanym tłumaczem kosmosu
Nie jestem prorokiem
ani jakimś znawcą
codzienności
Po prostu
notuję
to co czuję
I tak
znowu powstają
wiersze
A co innego?
ONA W DRUGIM POKOJU
Ona leży w drugim pokoju
słucha muzyki
i (prawdopodobnie)
czeka na mnie
Ona oddycha
wzdycha
wydycha
przyzywa głośniej
głośniej
i głośniej
Ona (sama) gdzieś płynie
gdzie podróżują sny
i to akurat te
te
te
Nie jakieś nowe
Ona leży w moim zasięgu
i woła
Woła
Ona i ja jak sny
A ona o mnie śni
Czy Ona to Ona
Gdy Ja już jestem Ja
W dole nieskończoności słychać dzwon
A myśl powstaje z dna
BIBLIOTEKA/PAN BÓG
Moje oczy
przepełnione winogronami
Każde ziarno
to mozaika
A każda mozaika
to jedna książka
Posiadam ogromną
bibliotekę
I zawdzięczam to
Panu Bogu
ONA/SEN
Jej sen
wrósł w
moją myśl
A moja jawa
oswoiła jej
Dzień
Nasza ciała zrosły się
jak
paznokieć z palcem
A dusze
skleiły się
jak wiosenne sny
PRZYJŚCIE
Przychodzi dopiero wtedy
gdy czarne koło
zagra przed oczami
kiedy mury
przemawiają
osamotnieniem
a wśród cegieł
ujrzę
czarną kość
Wygląda że przychodzi
skądś
z Przyrody
Może Stwórca
bezpośrednio
ją wysyła
A może
wyłania się
z mojego snu
Oczami słodkimi jak jagody
granatowymi jak niebo
I pieszczotliwym
małym
brzuchem
Wkrótce
odgoni
czarnoogoniaste i czarnogłowe
Które są
prawie zawsze
gdzieś wokół nas
I znowu
W środku stycznia
zalśni wiosna
Zewsząd
gra
muzyka
Dlatego
trzeba ją
czcić
Jakoś taką naiwną
uległą
i namiętną
Nienatrętnie
sensowną
i pół głośnią
Jakoś zwykłą
Boską
i rozkoszną
WIDZĘ
Oglądam TV
różne bezużyteczne urządzenia
Niebieskookie i Czarnookie
piękności
Pięknych i mniej pięknych
ludzi
Rośliny Lasy
i zwierzęta
Koty Psy
kwiaty i drzewa
Sklepy i kawiarnie
Żywą Wodę i to co zabronione
Widzę rozkosz
pewnego świata
Złoty kolor
słonecznika
Widzę
też to czego
nie widzę
Oko moje
w myśli
A myśl
w niebie
NIE LUBIĘ SPOWIEDZI
Nie lubię spowiedzi
ponieważ po niej
przeważnie pył
na stałe zamieszkuje w belce
Ja się spowiadam
swojej głowie
I później znowu
wszystko staje się błękitne
błękitne i błękitne
i błękitne
I kropka
Odszedł czarny kot
....
Nie lubię rozpraw i sporów
Kto może więcej
a kto może wcześniej
Ponieważ
skądś nadchodzą deszcze
I potem
Ojej!
Lepiej będzie wypić kawę
u „Dzikiej Róży”
wpadniemy do Wenus
Saturna lub „Słońca”
Zapomnimy o zadumie i łzach
Ruszymy drogą szczytu
Gdzie zakochani
trzymają się za ręce
....
Lepiej jest kochać
i marzyć
Że gra Amor
w brzuchu
Nawet wtedy kiedy
coś zaboli
Bolało
Ale w mroku
Pięknie jest coś stworzyć
Z niczego się nie tworzy
Chociaż zmierzch może wszystko
chwilą rozpruje
Jeśli lubi
tyle burzyć
W czyjej to duszy
Niech się odczepi
Niech się natychmiast odczepi
....
Nie lubię spowiedzi
ponieważ po niej
przeważnie pył
na stałe zamieszkuje w belce
Ja się spowiadam
swojej głowie
I potem znowu
wszystko jest błękitne
błękitne i błękitne
i błękitne
I kropka
Poszedł czarny kot
ZAMIAST EPILOGU
WYGLĄDA NA TO ŻE KOŃCA NIE MA
Wygląda na to że końca nie ma
Wiecznie podróżują sny
Niebo w objęciach drzemie
A myśl płynie i płynie
Wygląda na to że nie ma końca
I nie istnieją kajdany
Od oka do Nieskończoności
Wszędzie są wiersze
Biografia/Biografija


|